Sorry that I can't believe that anybody ever really starts to fall in love with me
W sumie nie wiem po co otworzyłam tą stronę. Tak jakbym chciała coś napisać, ale w zasadzie to nie wiem co i tylko patrzę na klawiaturę, wciskając nic nie znaczące przyciski z nadzieją, że same ułożą się w wyrazy, które opisują moje zszargane uczucia. Śmieszne. Są rzeczy w tym momencie, które koniecznie potrzebuję z siebie wyrzucić, ale tak w sumie to jak zacząć? I write, because nobody listens. Ten rok zaczął się tak chujowo jak to jest tylko możliwe. Jestem inną osobą. Czuję to w sobie. Tak w zasadzie to jestem niczym. Cały mój światopogląd i osobowość runęły. Jestem w strzępkach. I nawet nie wiem co powiedzieć. Przyjaciół nie potrafię traktować tak jak do tej pory. Nie potrafię przyznać im co jest nie okej. Kurwa mać, nie mam innych słów. Siedzę teraz pod kołdrą i nawet nie potrafię wydać z siebie dźwięku. Palę e-papierosa i chyba zaraz się popłaczę. Co to jest wogóle za historia? Kto to, do diabła, wymyślił. Jestem tylko licealistką! Niech w końcu ten świat się ode mnie odjebie. Nie wiem nawet jak opisać te cholerne uczucia.
Znowu obudziła się we mnie nienawiść do samej siebie. Kiedy np. na śniadanie przyswoję te 200kcal mam ochotę umrzeć i każdą jedną kalorię czuję w sobie. Szukam sposobów żeby je spalić. Ćwiczenia, spacer, leżenie, śpiewanie, taniec, cokolwiek. Byle szybko i skutecznie. Chciałabym dziennie spalać tyle kalorii ile przyswajam. Nie potrafię się ogarnąć. Czuję się jak wielkie zero. Jest tyle rzeczy, które chciałabym robić. Wychodzić codziennie z psem na dłuższy spacer, uczyć się i odrabiać lekcje, czytać książki, mieć idealny porządek w pokoju, ćwiczyć. Ale w sumie? W sumie to chuj, bo do niczego nie mogę się zmotywować. Nie wiem. Nic nie wiem.
Znowu obudziła się we mnie nienawiść do samej siebie. Kiedy np. na śniadanie przyswoję te 200kcal mam ochotę umrzeć i każdą jedną kalorię czuję w sobie. Szukam sposobów żeby je spalić. Ćwiczenia, spacer, leżenie, śpiewanie, taniec, cokolwiek. Byle szybko i skutecznie. Chciałabym dziennie spalać tyle kalorii ile przyswajam. Nie potrafię się ogarnąć. Czuję się jak wielkie zero. Jest tyle rzeczy, które chciałabym robić. Wychodzić codziennie z psem na dłuższy spacer, uczyć się i odrabiać lekcje, czytać książki, mieć idealny porządek w pokoju, ćwiczyć. Ale w sumie? W sumie to chuj, bo do niczego nie mogę się zmotywować. Nie wiem. Nic nie wiem.
Komentarze
Prześlij komentarz