Break
Nie da się całe życie próbować walczyć za dwoje. To upokarzające.
Zawsze będę patrzeć na ciebie o sekundę dłużej niż ty na mnie.
Ostatni okres był dla mnie i mojego serca bardzo ciężki. Znów milczę. Znów zamiast mówić to piszę. Znów w głuchej ciszy słychać tylko stukot klawiszy. W niedzielę prawie straciłam miłość mojego życia. I to tylko przez to, że mam depresję, z której nie potrafię się podnieść. Biorę leki, dla niego. Staram się z całych sił, dla niego. I co? Czuję, że nadal jestem sama, że nadal walczę za nas dwoje. I nie mam żadnego wsparcia, nikogo do mogę się odezwać. Znów wstydzę się swoich uczuć, bo znów nie mogę o nich mówić. Znowu zamykam swoje serce na świat i... Boję się, że przestanę go kochać. No bo jak kochać kogoś kiedy zamykasz przed kimś serce na klucz? Właściwie to jak kochać kogoś, kto prosi Cię byś to zrobiła? Sama nie wiem. Nie wiem co czuć i co robić. Tyle razy byłam okłamywana, zostawiana... Nie chcę znowu przez to przechodzić. Chciałabym to ja mieć władzę. Nie czuć niczego. Albo w końcu bez strachu otworzyć złamane serce i przerażone oczy. Chcę znowu wziąć głęboki wdech, bez strachu że to powietrze jak sztylet rozerwie moje płuca. Chciałabym wyjść ze złotej klatki. Choć pięknej, jednak uwłaczającej.
Wiem, że jestem ogromną siłą. Ale jak siła ma się wydostać jeśli jest zamknięta ze wszystkimi uczuciami i myślami, na dnie serca? Chciałabym któregoś dnia mieć przy sobie kogoś, przy kim rozkwitnę, jak przepiękny, ogromny kwiat. Kwiat, którego pąk już nigdy się nie zamknie. Bo dziś, za każdym razem gdy zaczynam rozkwitać, po czasie pąk się zamyka, a ja nie mogę nic na to poradzić. Wiem, że któregoś dnia w końcu otworzę serce i wydobędzie się z niego przepiękny blask. I któregoś dnia, ktoś będzie mnie kochał kiedy moja aura przyjmie kolor błękitnego smutku tak samo bardzo, jak gdy będzie ona biła złotym blaskiem siły. Modlę się, aby ktoś docenił ile jestem w stanie zrobić dla kogoś, kogo kocham. Aby ktoś chciał mnie, ze wszystkim co siedzi we mnie. Na Boga, przysięgam! Nie jestem winna tego, co przeszłam! Ale to wszystko sprawia, że jestem tym kim jestem. Dzięki najgorszym przeżyciom potrafię kochać, wybaczać i się poświęcać, bo nikt nie robił tego dla mnie. Potrafię dawać silę, wsparcie i nieść pomoc, bo nikt mi tego nie dawał. Potrafię sprzedać duszę i serce, których nikt mi nie okazał. Ale często się załamuję. Ale to tylko do dnia, aż rycerz na białym koniu uwolni mnie z klatki pilnowanej przez złego smoka. Bo ten ktoś zrozumie to co napisałam, ale nigdy nie powiedziałam. A czemu? Bo nie było komu....
Zawsze będę patrzeć na ciebie o sekundę dłużej niż ty na mnie.
Ostatni okres był dla mnie i mojego serca bardzo ciężki. Znów milczę. Znów zamiast mówić to piszę. Znów w głuchej ciszy słychać tylko stukot klawiszy. W niedzielę prawie straciłam miłość mojego życia. I to tylko przez to, że mam depresję, z której nie potrafię się podnieść. Biorę leki, dla niego. Staram się z całych sił, dla niego. I co? Czuję, że nadal jestem sama, że nadal walczę za nas dwoje. I nie mam żadnego wsparcia, nikogo do mogę się odezwać. Znów wstydzę się swoich uczuć, bo znów nie mogę o nich mówić. Znowu zamykam swoje serce na świat i... Boję się, że przestanę go kochać. No bo jak kochać kogoś kiedy zamykasz przed kimś serce na klucz? Właściwie to jak kochać kogoś, kto prosi Cię byś to zrobiła? Sama nie wiem. Nie wiem co czuć i co robić. Tyle razy byłam okłamywana, zostawiana... Nie chcę znowu przez to przechodzić. Chciałabym to ja mieć władzę. Nie czuć niczego. Albo w końcu bez strachu otworzyć złamane serce i przerażone oczy. Chcę znowu wziąć głęboki wdech, bez strachu że to powietrze jak sztylet rozerwie moje płuca. Chciałabym wyjść ze złotej klatki. Choć pięknej, jednak uwłaczającej.
Wiem, że jestem ogromną siłą. Ale jak siła ma się wydostać jeśli jest zamknięta ze wszystkimi uczuciami i myślami, na dnie serca? Chciałabym któregoś dnia mieć przy sobie kogoś, przy kim rozkwitnę, jak przepiękny, ogromny kwiat. Kwiat, którego pąk już nigdy się nie zamknie. Bo dziś, za każdym razem gdy zaczynam rozkwitać, po czasie pąk się zamyka, a ja nie mogę nic na to poradzić. Wiem, że któregoś dnia w końcu otworzę serce i wydobędzie się z niego przepiękny blask. I któregoś dnia, ktoś będzie mnie kochał kiedy moja aura przyjmie kolor błękitnego smutku tak samo bardzo, jak gdy będzie ona biła złotym blaskiem siły. Modlę się, aby ktoś docenił ile jestem w stanie zrobić dla kogoś, kogo kocham. Aby ktoś chciał mnie, ze wszystkim co siedzi we mnie. Na Boga, przysięgam! Nie jestem winna tego, co przeszłam! Ale to wszystko sprawia, że jestem tym kim jestem. Dzięki najgorszym przeżyciom potrafię kochać, wybaczać i się poświęcać, bo nikt nie robił tego dla mnie. Potrafię dawać silę, wsparcie i nieść pomoc, bo nikt mi tego nie dawał. Potrafię sprzedać duszę i serce, których nikt mi nie okazał. Ale często się załamuję. Ale to tylko do dnia, aż rycerz na białym koniu uwolni mnie z klatki pilnowanej przez złego smoka. Bo ten ktoś zrozumie to co napisałam, ale nigdy nie powiedziałam. A czemu? Bo nie było komu....
Komentarze
Prześlij komentarz